Podczas kwietniowego spotkania dyskutowaliśmy na temat niezwykle barwnej postaci jaką była Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Jak pisze sama autorka, Maria była kobietą naznaczoną miłością i wpływem planet. I na tym wpływie planet oraz jej związków ów książka miała się skupiać, nie do końca moim zdaniem autorce udało się uchwycić ten aspekt życia poetki i malarki. Opisane w książce jej trzy małżeństwa ( z Władysławem Bzowskim, Janem Pawlikowskim oraz Stefanem Jasnorzewskim) oraz liczne romanse, pokazują dobitnie jak pragnącą miłości była Maria Pawlikowska. Problemem moim zdaniem było jej nastawienia do miłości, związków i partnerów, mianowicie wszystko albo nic, wykazywała postawę ma być tak jak ja chcę albo wcale. Nie było to dobrą postawą w żadnym z jej nieudanych małżeństw. Dużą rolę w jej życiu odegrała rodzina, a dokładnie jej ojciec, który sprawił, że nasza poetka była nader rozpieszczoną osobą. Bardzo zżyta, momentami najczęściej w tych niepotrzebnych momentach ( jak podróż pośluba) nierozłączna.
Książa moim zdaniem malująca obraz Marii jako osoby samolubnej, roztrzepanej, żyjącej swoim własnym życiem, w swoim własnym świecie. Wychowywana w rodzinie artystycznej i wyrastanie w takim duchu sprawiło, że poetka była ciepło odbierana tylko w wąskim gronie artystów. Była osoba bardzo dystansującą się od świata innego niż artystyczne. Ze względu na swoją wadę postawy, bardzo krucha i próbująca za wszelką cenę ukryć swoje niedoskonałości.
















